Wśród wystawianych urządzeń największe wrażenie zrobił na mnie świat analogu. Zresztą nie tylko na mnie – większość zwiedzających gromadziła się przy stoiskach z winylami i oblegała pokoje, gdzie kręciły się talerze gramofonów.

W konkurencji ilość gramofonów na metr kwadratowy zdecydowanie wygrał Transrotor – przedstawił prawie wszystkie produkowane przez siebie urządzenia. Zabrakło tylko najwyższych modeli: Gravity i Artusa. Dźwięku firma nie pokazała, można było jedynie szukać różnic w budowie poszczególnych modeli. Clearaudio wynajęło dwa pomieszczenia – jedno do podziwiania i konsultacji ze specjalistami, drugie do odsłuchu. Całkiem przyjemnie grało.

Do położonej po sąsiedzku sali Dr. Feickert Analogue próbowałem się wcisnąć kilka razy. Wejście oblegał tłum chętnych. Chcąc nie chcąc musiałem odstać swoje w kolejce. Może zaważyło to na moim krytycznym dla brzmienia odbiorze – dźwięk wydał mi się pozbawiony blasku, po prostu nudny. A może zbyt wiele od firmy oczekiwałem? Wielkie rozczarowanie w porównaniu z innymi, często bezimiennymi gramofonami, które słyszałem na wystawie.

Lepiej od zestawu Feickerta zabrzmiał gramofon firmy bFly-audio z ramieniem zawieszonym na strunie.

Ciekawych ramion znalazłem więcej. Choćby drewniane PrimaryControl czy kosmicznie precyzyjne ramię Reed 3P, które w połączeniu z napędem Reed Muse 3C czyniło cuda, przenosząc słuchaczy z epoki Marleny Dietrich (Lili Marlen) w czasy Kraftwerku (Autobahn). Entuzjazm przy refrenie niewiarygodny. Co ciekawe, grała tania, współcześnie produkowana wkładka MM firmy Audiotechnica, co prowadzący prezentacje szef Ultraudio mocno podkreślał. Forma prowadzenia odsłuchu bardzo mi się spodobała: „Nie usłyszycie tu Diany Krall ani Yello. Nie puszczam też żadnych audiofilskich nagrań. Komu się nie podoba Kraftwerk, może wyjść”. Nikt nie wyszedł, wręcz przeciwnie – siedzieliśmy do końca płyty! Z wrażenia nie zrobiłem własnych zdjęć i posiłkuję się reprodukcjami z ulotek.


 

Gdybym miał wybrać jeden najlepiej grający na wystawie w Hamburgu gramofon, wahałbym się między niemieckim Reed Muse 3C a japońskim Air Force Two (TechDAS). Oba grały niesamowicie. Japończyk wydaje się być bardziej zaawansowany technologicznie i waży więcej (55kg). Jeśli dzisiaj cieplej myślę o wyrobie z Munster, to z powodu Kraftwerku, bo w czasie prezentacji w obu przypadkach po prostu odpływałem. Do  tych wystawców wracałem najczęściej.

Zwracały uwagę oryginalne ustroje akustyczne z pustych butelek po winie.  Przypuszczam, że wystawcy postarali się o nie w wieczór poprzedzający rozpoczęcie targów.

Na wystawie znalazlem dwie firmy, które specjalizują się w nagraniach i tłoczą własne płyty analogowe, często w limitowanym nakładzie np. 500 sztuk. Ciekawa wydała mi się propozycja Analog Audio Association -  prowadzi ono szkolenia z ustawiania dźwięku, zdobywając nowych członków poprzez forum internetowe oraz lokalne kluby fanatyków analogu. Oferują nagrania na taśmach i winylach w dużym wyborze.


AAA reklamowało w swoim centralnym punkcie inicjatywę „BLACK CANION faszination vinyl”, której celem jest powstanie filmu dokumentalnego o winylu, a w zasadzie o ludziach, którzy pasjonują się czarnymi płytami, począwszy od inżynierów dźwięku, przez konstruktorów i producentów sprzętu, po audiofili. Trailer filmu można znależć na ich stronie internetowej.

Szpulowce znalazłem dwa: Ferrograph’a i Revoxa. Dominowały gramofony.

(tekst i foto W. Korpacz)