Od jakiegoś czasu wypróbowuję nowe monobloki SE w połączeniu z „ABSOLUTOREM”. Monobloki mają identyczne zasilanie jak wcześniejsze, oparte na lampie 807. Podobny jest też pomysł na wzmocnienie ( z wejściówką 6SN7 oraz wtórnikiem 6P3S). Zasadnicza zmiana dotyczy lampy mocy oraz transformatorów wyjściowych. Zdecydowałem się na użycie pentody 4654, ponieważ nie do końca akceptowałem dźwięk tetrody 807. W jazzie, rocku, popie i większości repertuaru klasycznego lampa 807 sobie świetnie radziła. Byłem pod wrażeniem jej dynamiki i rozdzielczości. Mógłbym już na tym poziomie poprzestać, ale w kilku nagraniach muzyki klasycznej brakowało mi  miękkości (a może słodyczy) najwyższych sopranów. Lampa 807 przenosiła wszystkie szczegóły, jakie zapisano w nagraniu, ale w zakresie najwyższych tonów przekazywała je zbyt technicznie, za sucho.  Z wcześniejszych prób z odwracaczem fazy w „LORELEI” znałem możliwości pentody 4654. Jej urok przejawiał się w doskonałej barwie we wszystkich tonach, od najniższych do najwyższych. Andrzej zawsze aplikował w tej pozycji lampy szerokopasmowe, niekiedy ponad 4mHz. Niektóre z nich podobały mi się bardziej. Niektóre mocniej podkreślały krawędź dźwięku, inne polepszały barwę. Lampa 4654 dawała mi najwięcej zadowolenia przy słuchaniu muzyki klasycznej, a to mój ulubiony gatunek. Zwykle testuję wzmacniacz na operowych ariach Cecilii Bartoli z płyty „Sacrificium” lub „The art of Cecilia Bartoli”. Są tam gęste utwory, których nie da się wysłuchać z satysfakcją na wzmacniaczu bez maksymalnej rozdzielczości i doskonałej barwie. Potem słucham płyt Magdaleny Kozeny, Anny Sophie von Otter i na koniec wyjmuję utwory w wykonaniu Danielle De Niese, Anny Netrebko i Ruth Ziesack – ostro nagrywanych sopranistek. Najtrudniej znaleźć złoty środek między maksymalną rozdzielczością, niezbędną do pokazania niuansów mikrodynamicznych, a naturalną barwą głosu, słodyczą w najwyższych rejestrach śpiewanych forte. Lampa 4654 sprawdziła się w najtrudniejszych nagraniach – słychać zniewalającą muzykę, żadnych przeostrzeń czy osuszenia. Dzięki zmianie lampy mocy udało się zachować wybitną szczegółowość poprzedniego układu i wycisnąć doskonałą barwę dźwięku. Transformatory wyjściowe zostały na nowo obliczone i nawinięte (grubszym niż poprzednio drutem). Może i stąd wzięła się też o wiele większa swoboda wybrzmień niż w poprzednich monoblokach.

 

 

(tekst i foto W. Korpacz)