W.K. – Chciałbym usłyszeć coś na temat przedwzmacniacza „Absolutor”…

 

A.M. – Jeśli chodzi o „Absolutora”, jest to przedwzmacniacz mojej konstrukcji wydzielony ze wzmacniacza zintegrowanego „Lorelei”. Pracuje on na ekskluzywnych lampach, które otrzymują najbardziej komfortowe z możliwych warunki eksploatacyjne. A to z tego powodu, że aby lampa mogła pracować bardzo dobrze i przekazała cały dźwięk, który otrzymuje ze źródła, nie może być za bardzo obciążona prądowo. To jak z baletnicą, która aby zatańczyć nie może dźwigać siatki kartofli… „Absolutor” jest bardzo wypasioną wersją preampu „Lorelei”, czyli zbudowaną bez żadnych ograniczeń, żeby stworzyć lampom, które pracują w tym układzie, najbardziej komfortowe warunki pracy, co przekłada się na doskonałą reprodukcję dźwięku.

„Absolutor” składa się z dwóch urządzeń, zasilacza i właściwego preampu. Najpierw o zasilaniu. Zasilanie jest bardzo stabilne, co wynika po części z olbrzymich kondensatorów w filtrze oraz ze specjalnego układu wpuszczającego napięcie anodowe do preampu poprzez lampę próżniową, żeby uniknąć szumów, które dają prostowniki krzemowe. Dioda krzemowa daje pewne napięcia impulsowe przy napięciach wstecznych, rodzaj śmiecia impulsowego. Lampa próżniowa z zasady działania determinuje ruch prądu w jedną stronę, a w kryształach zawsze jakieś śmieci się pojawiają. Aby skutecznie wyeliminować wszelkie możliwe zakłócenia generowane w diodach, zastosowałem złożony układ prostowniczy, który łączy krzemowy prostownik Graetza z lampą prostowniczą. Ten układ wyklucza przedostanie się do właściwego preampu jakichkolwiek szumów i buduje idealną ciszę, na tle której rysowany jest właściwy dźwięk. Drugą pożyteczną cechą takiego układu jest opóźnienie zasilania anodowego lamp w preampie o czas potrzebny na rozgrzanie się katod, co przedłuża żywotność lamp. Poza tym, delikatne wpuszczanie napięcia anodowego korzystnie wpływa na jakość i trwałość kondensatorów użytych w preampie. Kondensatory elektrolityczne, od których zależy w dużym stopniu krawędź dźwięku są ładowane stopniowo przez około 20 sekund, a nie przez kilku milisekund. Cały układ jest delikatny, z premedytacją pozbawiony gwałtownych prądów, które by tam płynęły. Warunek delikatnego traktowania lamp wiąże się też z drugą częścią zasilacza odpowiedzialną za przygotowanie prądu żarzenia. Aby zimne lampy nie dostały za dużego prądu wprowadziłem ograniczenie na stabilizatorze żarzenia do około 2A, a nie 6-7A, jak bierze lampa. Miękko startujące żarzenie powoduje mniej gwałtowne rozszerzanie się wolframu i ogranicza pękanie warstwy alundum na włóknie żarzenia. Mniejsza ilość pęknięć utrudnia parowanie wolframu, czyli wydłuża żywotność lampy. Dodatkową zaletą zastosowanego przeze mnie zasilania jest fakt, że napięcie żarzenia jest spolaryzowane ujemnie w stosunku do katody, co powoduje, że nie ma niekorzystnej emisji z włókna wolframu. Wszystko to z powodu specjalnej troski o wyszukane lampy użyte w „Absolutorze”, które są zwykle bardzo stare, gdyż właśnie takie dają najlepszy dźwięk.

 

W.K. – Czyli podsumowując, przedwzmacniacz składa się z dwóch oddzielnych części: preampu i zasilacza. Teraz rozmawialiśmy o zasilaczu, w którym – jak powiedziałeś – są dwa układy. Jeden służy do stabilizacji żarzenia i został tak pomyślany, żeby stworzyć najbardziej komfortowe warunki pracy dla lamp i kondensatorów od strony technicznej. Drugą częścią zasilacza jest całkowicie niezależny i niestandartowy układ prostowania napięcia anodowego. A co z właściwym preampem? Ma jakieś szczególne cechy budowy? Czymś się różni od większości takich konstrukcji spotykanych na rynku?

 

A.M. – Różni się zasadniczo. Prawdopodobnie jak inni stwierdzą, że to jest dobre, będą robić tak samo, ale na razie nikt mnie nie naśladuje. Tam może wygląda na to, że jest pojedynczy stopień wzmocnienia na pentodzie, ale dodatkowe dwie triody nie są dołożone tak, aby były, żeby się tylko coś żarzyło, tylko mają bardzo ważne zadanie do spełnienia. Mianowicie, lampa, która pracuje jako stopień wzmacniający nie ma w anodzie opornika, jak to robią inni, tylko ma źródło prądowe. I to powoduje, że górna i dolna połówka sinusoidy w czasie wzmacniania ma dokładnie taką samą amplitudę, jaką każe im mieć siatka sterująca. Gdybyśmy zastosowali opornik - tak jak robią inni – powstałaby niekorzystna sytuacja, że gdy lampa odpuszcza prąd anodowy, napięcie na anodzie wzrasta. A jeśli napięcie na siatce każe napięciu anodowemu kucnąć, no to wtedy napięcie na anodzie spada. Kiedy to napięcie na anodzie jest najniższe, katoda pracuje najciężej, bo wtedy prąd płynący w lampie jest największy. Gdybyśmy pracowali na oporniku, ten prąd na tyle męczyłby katodę, że amplituda sygnału byłaby mniejsza niż wypadałoby z tego, co podaje sygnał na siatkę sterującą, czyli nasz sygnał muzyczny. Żeby tego uniknąć zastosowałem źródło prądowe (jedna trioda lampy 6N8S). Niezależnie od tego, czy napięcie na anodzie wzrośnie czy opadnie, prąd płynący przez lampę wynika tylko z tego, co wpływa na siatkę sterującą. Najważniejsze dla jakości dźwięku jest utrzymanie stałej amplitudy, niezależnie od tego czy podawane jest duże czy małe napięcie na siatkę lampy wzmacniającej (6SH7GT).

 

W.K. – I to właśnie można powiązać z sygnałem muzycznym. Sygnał muzyczny, jak wiadomo, dociera do przedwzmacniacza w postaci prądu przemiennego.

A.M. – Tak, to jest prąd przemienny, a dokładniej jest to wiązka skomplikowanych przebiegów. Bardzo złożonych. I o bardzo różnych częstotliwościach, od basu do bardzo wysokich częstotliwości. I żeby ta cała mieszanina w takim samym kształcie tylko o większej amplitudzie pojawiła się na wyjściu preampu, musi być zastosowane źródło prądowe. Kolejna lampa w układzie preampu (druga trioda lampy 6N8S), pracuje jako wtórnik katodowy. Zrobiłem to po to, aby sygnał był pobierany z wtórnika, a nie obciążał bezpośrednio anody lampy wzmacniającej. Jeżeli byśmy do lampy wzmacniającej doczepili kondensator, a do niego potencjometr, jak robią inni, to byłoby to zbyt duże obciążenie lampy. I rezystancyjne, i inne. Po prostu, byłby odbierany prąd z tej anody, co mogłoby powodować zniekształcenia sygnału. Wielokrotnie mówiłem o motylu. Nie można motyla dotknąć, żeby nie zniszczyć rysunku na skrzydłach. Tak samo nie można czymkolwiek dotykać sygnału muzycznego na anodzie czułej lampy wejściowej. I żeby tego uniknąć, jest tam doczepiona siatka wtórnika katodowego, która obciąża lampę wzmacniającą pojemnością rzędu 8 pF. I nic więcej. Czyli, wszystkie niuanse, które pojawią się na anodzie lampy sygnałowej – w przypadku „Absolutora” pentody 6SH7GT – przekazane są w niezmienionym kształcie przez katodę wtórnika katodowego do kondensatora wyjściowego i potencjometru. Taki układ jest prawie nieczuły na kable, którymi łączy się preamp z końcówką mocy. Przede wszystkim, taki sposób wzmacniania sygnału ma zasadniczy wpływ na jakość dźwięku. Dźwięk jest czysty, klarowny, niezniekształcony. Można się też doszukać o 1/3 więcej przekazanych szczegółów muzycznych aniżeli w układzie z sygnałem płynącym najpierw przez kondensator i potencjometr, jak to robią inni.

 

W.K. – Inni konstruktorzy na drodze sygnału ustawiają potencjometr, którym się robi głośniej/ciszej sprzężony z anodą lampy wzmacniającej poprzez kondensator. Natomiast w „Absolutorze” układ jest odwrócony…

A.M. – Sygnał wchodzi bezpośrednio w siatkę sterującą lampy 6SH7GT i jest odbierany z katody wtórnika i dzięki temu w żaden sposób nie obciąża anody, na której pojawia się wzmocniony sygnał. Powtarzam: wzmocniony sygnał pojawia się na anodzie i żeby go odebrać w stanie niezniekształconym, czystym i nieobciążąjącym tej lampy, należy zastosować wtórnik katodowy. I to puścić dość duży prąd przez niego, rzędu 5-6mA. Taki prąd nie przeciążą lampy, która ma dopuszczalny prąd 20mA, więc gdy pracujemy na 25% to lampa długo chodzi i czysto. Tak duże natężenie prądu sygnałowego wystarcza, by się „wepchnąć” w dowolny interkonekt przy dowolnym nastawieniu potencjometru głośności. Żeby nie było tak, że robimy głośniej-ciszej i się nam coś zmienia w dynamice, czy barwie dźwięku, należy zastosować wtórnik katodowy. Przy takim podaniu sygnału usłyszymy wszystkie szczegóły niezależnie od nastawionego poziomu głośności. Najważniejsze jest najwierniejsze oddanie złożonych niuansów muzycznych, choćby lokalizacji źródeł dźwięku, rozmieszczenia instrumentów, akustyki pomieszczenia. I żeby się to nie zmieniało niezależnie od nastawionego poziomu głośności.

 

W.K. – Obserwując budowę preampu nie można nie zauważyć, że w szczególny sposób poprowadzono w nim przewody masowe…

 

A.M. - Żeby uzyskać absolutną ciszę przy braku sygnału wejściowego na preamp, nie wystarczy zastosować próżniowy prostownik w zasilaniu. Należy jeszcze rozdzielić masę układu na masę sygnałową (związaną z sygnałem akustycznym) i masę zasilającą, która doprowadza masę do kondensatorów filtrujących. I żeby składowa zmienna, związana choćby z częstotliwością 50Hz, która się pojawia w czasie filtrowania, nie przedostawała się do sygnału muzycznego, masa zasilania powinna być prowadzona niezależnie. Gdybyśmy zrobili jeden główny kabel masowy, to napięcie, które się pojawia przy filtrowaniu, przedostawałoby się do sygnału muzycznego. Przez kondensator elektrolityczny filtrujący napięcie anodowe płynie prąd zmienny rzędu kilku mA. Ponieważ przewód masowy ma kilka miliOhmów, to na przewodzie masowym zrobiłoby się kilka mV napięcia tętnień. Jeżeli byśmy mieli masę wspólną, to te kilka mV napięcia tętnień dodałoby się do sygnału wejściowego do preampu i powodowałoby, że pramp samoistnie wzmacniałby przydźwięk, który powstał na długiej linii zasilania. Jeżeli mamy to rozdzielone, to tętnienia z filtracji płyną sobie do zasilacza osobnym przewodem, a minimalne prądy rzędu pA, jako wyrównawcze po masie sygnałowej nie mają wpływu na powstawanie przydźwięku. I dlatego trzeba było zastosować tyle kabelków, którymi prowadzona jest masa.

 

W.K. - Niezwykła rozdzielczość „Absolutora”, jak rozumiem, w olbrzymim stopniu bierze się z zastosowanego układu wzmacniającego…

A.M. - Na lampę 6SH7GT wchodzimy bezpośrednio sygnałem, a później żeby był on odpowiednio wzmocniony, wchodzimy na źródło prądowe. Następnie, żeby nie był niczym dodatkowo obciążony, a tylko przekazany w idealnym stanie dalej, stosujemy wtórnik katodowy. Mamy tutaj jeden stopień wzmocnienia, nie ma sprzężeń zwrotnych. Poza tym, elementy, które są stosowane do budowy „Absolutora” są dobierane parami. Bardzo dokładnie. Oba kanały zbudowane są absolutnie symetrycznie, dzięki czemu odtwarzany obraz stereofoniczny składa się w czystą panoramę bez rozmazania źródeł dźwięku. Dźwięki będą dobrze lokalizowane w przestrzeni, zachowując odpowiednią odległość między sobą oraz przekazując akustycznie szerokość, głębokość i wysokość sali, w której były nagrywane. O ile użyto, oczywiście, dwóch porządnych mikrofonów do zrobienia nagrania.

 

Tekst rozmowy został wykorzystany w recenzji „ABSOLUTORA”: http://www.highfidelity.pl/@main-237&lang=