Wyścig o najlepszy dźwięk „LORELEI” nadal trwa. W dużej mierze jest to zasługa zaangażowanych audiofilów, którzy męczą pana Andrzeja, by raz jeszcze przekroczył sam siebie. Gdy powstaje najlepsza wydawałoby się sztuka – jak LORELEI SILVER LUX czy wcześniej BIAŁY KRUK – trzeba się nieźle nagłowić, by coś w układzie poprawić. Skończony wzmacniacz prezentuje zwykle dźwięk na takim poziomie, że w zasadzie lepiej w nim nic nie zmieniać, żeby nie zaburzyć delikatnej równowagi między maksymalną szczegółowością, idealnym nasyceniem barwowym i dynamiką oraz  muzykalnością, która spaja pozostałe elementy dźwięku w smakowitą całość. Nie udaje się poprawić dźwięku LORELEI przez prymitywny tunning, jakiemu poddawane są inne wzmacniacze lampowe, polegający na wymianie jej podzespołów na droższe . Wymiana kondensatorów sprzęgających na Mundorfy, czy Hovlandy nie musi przynieść spodziewanego efektu – zwykle prowadzi do osłabienia dynamiki i zmian na niekorzyść w barwie dźwięku. Łatwiej polepszyć brzmienie LORELEI  przez wymianę lamp na ich szlachetniejsze odpowiedniki.  Ale i tu kryje się niebezpieczeństwo  przedobrzenia – nie każdą lampę można bezkarnie wymienić na jej droższy zamiennik. Polecane są wymiany radzieckich lamp 6N8S (wtórniki w preampie i wejściówki w końcówkach) na zachodnie 6SN7 – zyskuje się tutaj na barwie i przestrzeni. Natomiast zamiana radzieckich 6P14P na zachodnie EL84 wiąże się z ryzykiem utraty dynamiki. Zdarzyło się już wiele porównawczych odsłuchów, gdzie w jednym pomieszczeniu grały wzmacniacze p. Andrzeja  z różnymi lampami mocy. Przy dopieszczonym preampie jednoznacznie wygrywały egzemplarze uzbrojone w 6p14p. Najsłabiej wypadały EL84 Siemensa, na drugim miejscu plasował się osławiony Telefunken.

 

 

 

Wymiana lamp wejściowych LORELEI, odwracaczy fazy układu Push-Pull oraz wtórników w jej preampie przypomina strojenie instrumentu – nie ma tu miejsca na przypadek. Łatwiej dobrać na słuch lampy wejściowe, nie wymagają też one żadnej korekcji w układzie napięciowym wzmacniacza. Szczególnie polecane przez pana Andrzeja są lampy 6SN7 produkcji brytyjskich firm Marconi, Mullard, Gec czy Osram. Dodają LORELEI wigoru, wzmacniają i utwardzają krawędź basu, rozszerzają prezentację sceny dźwiękowej. Ich jedyna wadą jest cena, poza tym same zalety. Drugą  pozycją, która ma olbrzymi wpływ na charakter dźwięku jest lampa pełniąca funkcję odwracacza fazy. Od jej możliwości zależy przede wszystkim rozdzielczość i dynamika dźwięku. Przez wymianę lampy w tej pozycji zyskuje się wiele dodatkowych smaków w uporządkowaniu sceny muzycznej.  Pojawiają się szczegóły mikrodynamiczne, ginące wcześniej w echach wybrzmienia. Słychać to chociażby w muzyce fortepianowej, gdzie o wiele wyraźniej wyróżniają się niuanse w sile nacisku palców na klawiaturę, ale też przy słuchaniu perkusji dźwięk różnicuje się bardziej, co wzmacnia precyzję odbioru uderzeń.  Polecaną dawniej przez p. Andrzeja 6P3S zastąpiła ostatnio na tej pozycji szerokopasmowa E130L. Jest to lampa trudniejsza w aplikacji, wymaga bowiem – prócz przecokołowania – założenia uziemionego ekranu z miedzi przeciwdziałającego wzbudzaniu się. Warto jednak się potrudzić – wyraźnie słychać więcej i lepiej.

 

 

Największe zmiany w dźwięku przynosi jednak wymiana lamp w preampie. To serce i rozum LORELEI, jeśli można się powołać na tak zbanalizowane ostatnio porównanie – jej najważniejsza część, największy skarb. Pozostałe układy przenoszą i wzmacniacją tylko to, co preamp jest w stanie wydobyć z sygnału muzycznego. Od jego rozdzielczości zaczyna się budowanie dźwięku wzmacniacza.  Pan Andrzej od lat stosuje w preampie LORELEI pentody napięciowe 6AC7 (w dawnych egzemplarzach  w radzieckiej wersji oznaczonej 6Ż4). Charakteryzuje je szerokopasmowy zakres przenoszonych częstotliwości oraz doskonała liniowość. Te cechy lampy napięciowej  przekładają się na naturalną muzykalność i wierne przeniesienie niewiarygodnej ilości mikroszczegółów zapisanych w dźwięku. Tak wzmocniony sygnał trafia na wtórnik katodowy 6SN7, a dopiero potem do lampy wejściowej,  z czego jasno widać, jak wiele zależy od parametrów i klasy wtórnika. Dobranie lampy w tej pozycji wiąże się z korekcją napięć układu, co stanowi dodatkowe utrudnienie. Najlepszy efekt w tej pozycji daje  lampa 6F8G produkcji USA, która także wymaga przecokołowania.  Po wymianie radzieckich 6N8S na amerykańskie 6F8G dźwięk zyskuje pod każdym względem. Polepsza się:

1. barwa (słychać więcej różnic barwowych w każdym zakresie częstotliwości);

2. dynamika (lepsze oddanie ataków dźwięku i wybrzmień);

3. przestrzeń (szersza i głębsza scena muzyczna, lepsza separacja instrumentów).

 

W ręce pana Andrzeja trafił właśnie na dostrojenie słynny BIAŁY KRUK, którego dźwiękiem tak się zachwycałem pół roku temu. Słyszałem go wczoraj, już po wymianie na lamp na najlepsze z możliwych. Gra pięknym dźwiękiem – barwnym, szczegółowym, kwiecistym – ale to co zachwyca najbardziej, to naturalna muzykalność i płynąca z niej radość słuchania żywej muzyki. Instrumenty brzmią tak naturalnie, że ma się ochotę dotknąć klarnetu czy pogłaskać brzuch kontrabasu.  Być może największe zmiany zaszły w przekazie krawędzi dźwięku, która jest wyraźnie zaznaczona bez nadmiernej twardości. Być może  jeszcze większa różnica jest słyszalna w przekazie barwowym i stereofonii, co przekłada się na wrażenie  odsłuchu instrumentów na żywo. Najprawdopodobniej nie da się jednak  wyróżnić tej jednej jedynej dominującej cechy, która sprawia, że po zmianie lamp w BIAŁYM KRUKU słuchanie muzyki wydaje się najsłodszą czynnością na świecie.

 

(tekst i foto W. Korpacz)